brak komentarzy

Żeby się nie bać

Ponoć czasy, w jakich żyjemy to „Wiek niepokoju”, tak zatytułował swoje dzieło W. H. Auden już w 1947r. Zdaje się powodów do niepokoju wcale nie ubyło od czasu publikacji poematu. Współcześnie liczy się statystyki depresji wśród ludzi i zaburzeń lękowych nawet wśród nastolatków i zalicza się owe zaburzenia do chorób cywilizacyjnych. Sprawa jest poważna, zatacza coraz szersze kręgi. I jak radzić sobie z tym, jak próbować pomóc być może bliskim, których dotknął problem? A problem dotyczy wnętrza człowieka, jego serca – tego wewnętrznego człowieka w każdym z nas. Tym bardziej trudno stawić czoła owym obawom, niepokojom, strachom – bo to zdaje się najbardziej pierwotne ludzkie uczucie i wszędobylskie. Obawiamy się o wszystko, od oceny z klasówki po życie najbliższej osoby lub też swoje własne. Niepewność przyszłości i brak widocznej nadziei, na której by się można oprzeć towarzyszą obawom wyniszczając duszę i ciało. Ale tak nie musi być. Gdzieś tam czujemy przez skórę, że problem ma także swój wymiar duchowy. Być może przede wszystkim nawet duchowy. Jezus swoim uczniom mówił, by się nie bali ludzi tylko Boga, zapewniał, że Bóg wie o tym, że potrzebujemy ubrania, jedzenia, mieszkania i zapewniał, że martwieniem się nic nie jesteśmy w stanie zmienić i że na zapas nie ma co się martwić, „Dosyć ma dzień [każdy] swojej biedy.” (Mt 6:34). Mówił im by się nie bali (Łk 12:7), ponieważ Bóg ma wszystko pod swą kontrolą i bez Jego woli włos z głowy im nie spadnie. Usłyszeli zapewnienie: “Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka.” (J 14:27, BT). Każdy wiek niesie swoje niepokoje, a zapewnienia Jezusa pozostają aktualne, bo On nie chce by człowiek żył przygnieciony niepokojem, ale by Mu uwierzył i mógł doświadczyć pokoju.

Zostaw komentarz